Tytuł:Tak.. końcowo rocznie... Data:poniedziałek, 14 kwietnia 2008 Godzina:13:58:56 Komentarzy:6
Zachowanie: Bardzo dobre
Język Polski: 4
Język Angielski: 3
Język łaciński: 3
Historia: 3
WOS: 4
Matematyka: 3
Fizyka: 4
Chemia: 3
Biologia: 4?
Geografia: 2/3
Informatyka: 5
PO: 5
Religia: 5
WOK: 5
PP: 5
Moje cudowne oceny na świadectwo.. Mogłoby być lepiej.. Z Histy ocena nie pewna jeszcze.. i biole mam zdawać... Tak to reszta już raczej zatwierdzona.. Nie wiem jak z gegrą.. Ehhhh.... Jeszcze tylko dwa tygodnie i wiecie co? Nie będę tęsknić... komentarze [6]
Tytuł:Lat: 2 Data:środa, 12 marca 2008 Godzina:20:06:49 Komentarzy:4
A więc moje dziecko ma dwa lata.. Wczoraj skończyło dwa lata... Ehh...
Tytuł:"Rozwinięcie" Data:poniedziałek, 25 lutego 2008 Godzina:20:32:01 Komentarzy:10
Co do poprzedniej noty.. Dałam sam tytuł i od razu 5 komentarzy.. WOW teraz chyba tylko samymi tytułami jechać będę!
Nie mam na nic czasu... Matura mnie zabija..
Teraz biega mi po domu 11 tygodniowe gryzące stworzenie, które jest 2x większe od mojego kota.. Eh.. Mam psa.. Ciri się zwie.. I w sumie mam jej dosyć już.. W sumie to mam wszystkiego dosyć.
Coś chciałam.. Acha.. Chciałam powiedzieć że jestem żałosna.. Pewien facet omamił mnie i złamał mi serce w ciągu jednego tygodnia..
Nie wiem co pisać więc tym razem napiszę.. Aloha & sija
Tytuł:Dziwne? Data:niedziela, 6 stycznia 2008 Godzina:22:43:23 Komentarzy:2
To dziwne że osoba która kogoś bardzo kocha, potrafi posunąć się do czegoś takiego. Ha! Ale są tego dobre strony.. zaczęło mi się powoli układać.. :)
Chciałyśmy z mamą jechać oglądać pieski, ale tata się nie zgodził.. Któregoś dnia wraca z pracy i mówi " Grzeczne dzieci jadą oglądać pieski 13, bo mamy sobie jakiegoś wybrać!". Cieszył się jak dzieciak :D Potem łaziłam za butami na studniówkę i znalazłam idealne.. Dwa, zero dla mnie :D Za trzy tygodnie odbieramy malucha :D Muhahahaaa To na razie tyle.. Nie chce mi się rozpisywać... Pfff i tak nikt nie czyta :D komentarze [2]
Tytuł:Hmm? Data:środa, 5 grudnia 2007 Godzina:13:46:14 Komentarzy:1
Pewnie nie którzy zastanawiają się co jest ze mną. Większość mnie olała.. Może i lepiej. No więc. Mam depresję. Wszystko wydaje się takie samo jak zawsze.. Mam ten sam dom, rodziców brata... Ale zauważyłam pustkę. Tak cholernie ogromna pustkę, która pogłębiła się we mnie wraz ze śmiercią mojego dziadka.. Nie miałam z nim dobrych kontaktów. Nigdy. No może kiedyś jak byłam mała to mi imponowała jego wiedza, ale z czasem przekonałam się ze to nie wiedza a cwaniactwo i cholerna upartość. Mimo wszystko zabolało i nie mogę się z tym pogodzić. Dzisiaj pisałam próbną maturę z polaka.. Nawet nieźle mi poszło, ale i tak zdecydowałam że zmienię rozszerzona na podstawową.. Szkoła mi nie idzie.. Znaczy ja się naprawdę zaczęłam uczyć, ale moi szacowni profesorowie, nagle sobie przypomnieli ze trzeba nas przygotować do matury... Dalej nie wiem co chce robić po szkole.. o ile zdam maturę. Sukienkę na studniówkę mam, brakuje butów i biżuterii.. No i partnera.. Jutro planowo mają urodzić się szczeniaki.. W styczniu dostaniemy wreszcie psiaka.. i może to poprawi mi humor...
Byłoby fajnie gdybyście wpadali na D-C-R, bo już mamy 927 stron opa... I noo.. nieźle nam idzie..
Tytuł:Zapach perfum unosi się... Data:sobota, 20 października 2007 Godzina:20:13:06 Komentarzy:6
Przyglądał się jej uważnie. Najpierw opalała się na leżaku, by po chwili zdjąć szlafrok i wskoczyć do basenu. Westchnął ciężko widząc jej napięte mięśnie, podczas tego wyskoku. Żar lał się z nieba, a powietrze stało się tak duszne i ciężkie, że można było je ciąć nożem. Kolejny raz otarł kropelki potu z czoła, swoją bawełnianą chusteczką. Słońce oświetlało całe podwórko drogiego domu. Dzielnica dla bogaczy, zwyczajna. W tym mieście było takich wiele. Idealnie wymuskane trawniki, kamiennie ścieżki, fantazyjne baseny i piękne kobiety opalające się na drogich leżakach, odziane w skąpe stroje kąpielowe od drogich projektantów. Wśród nich, ona…. Nie mógł oderwać od niej wzroku, nawet na chwilę, kiedy przepływała wzdłuż basen. Odpalił papierosa, chcąc się uspokoić. Nie mógł ukryć narastającego podniecenia. Jedyna myśl jaka go otrzeźwiała, to myśl o niedostępności pięknej blondynki. On zaledwie kosił trawniki i nie mógł, nie miał prawa nawet marzyć o niej. Oczy błyszczały mu wciąż mocno. Codziennie przeżywał tą samą fantazję i codziennie nie mógł oderwać od niej wzroku. Uśmiechnął się delikatnie, widząc jak wychodzi z basenu ociekając wodą. Wyobraził sobie samego siebie, podchodzącego do niej i całującego ją namiętnie. Czuł jej ręce pod swoją koszulką i mimo że to była zwykła fantazja, czuł smak jej ust.
- Co ty tu robisz? –odezwał się jakiś głos, zrzucając go nagle na ziemię. Otworzył oczy i starł z twarzy błogi uśmiech.
- Eee… -spojrzał na blondynkę przed sobą, która zakładała na siebie szlafrok. Przez chwilę przyglądał się jej nagiemu brzuchowi, po którym spływały krople wody. Zakryła się, uważnie na niego spoglądając. Wyraźnie go to otrzeźwiło, chociaż wciąż nie mógł opanować przyspieszonego oddechu. Powietrze naokoło było tak gorące, że zdawało mu się że świat dookoła faluje. Jedynie ona i on pozostawali nie złamani, przez iluzje.
- Więc? –ponagliła go, zakładając ręce na piersi.
- A.. no koszę trawniki. –odchrząknął, wskazując na kosiarkę, która stała dobre kilka metrów od niego. Nie ruszona od ponad godziny.
- Trawnik? Na brukowanej kostce? –zapytała ściągając niebezpiecznie usta. Była wściekła, doskonale wiedząc że chłopak ją podglądał. Widziała go tu wcześniej. Kilkakrotnie, zauważała ruch w żywopłocie, a do tego od co najmniej godziny nie słyszała kosiarki.
- Nie.. Zrobiłem sobie przerwę. –powiedział zdenerwowany, wkładając drżące ręce do kieszeni spodni.
- Zapnij rozporek zboczeńcu! –powiedziała mrużąc oczy. Chłopak mimowolnie przeniósł wzrok na rozporek spodni i przeklął siarczyście potwierdzając słowa dziewczyny. Szybko zapiął rozporek. –ZBOCZENIEC! –krzyknęła nagle dziewczyna, kiedy on uśmiechnął się do niej.
- Nie, nie.. to nie tak! –powiedział rozglądając się nerwowo. W końcu nie wytrzymał i wbił się w jej usta, całując namiętnie. Na początku opierała się, jednak po chwili przejęła inicjatywę. Zaciągnęła go do sypialni rozbierając szybko. Był nagi, lecz wciąż odczuwał palące powietrze. A może to pożądanie i nadzieja na dalszy rozwój akcji, dawała mu to uczucie. Każdy jej pocałunek zostawiał palące ślady na nim. Rzuciła go na łóżko usiadła na nim, na wysokości jego miednicy, ruszając biodrami i prowokując go. Zdarł z niej strój kąpielowy i odwrócił ich, tak żeby to on leżał na niej. Jęknęła cicho, kiedy wszedł w nią gwałtownie. Wyginała się jak kot, pod jego dotykiem. Poruszał się w niej szybciej, sprawiając że jęczała coraz głośniej. W końcu jednak oboje poczuli rozchodzącą po całym ciele rozkosz i poczuli się spełnieni. Uśmiechnął się delikatnie, widząc jej podnieconą twarz. Po chwili jednak ubrał się i wyszedł. Następnego dnia, ponownie zjawił się koło jej domu, jednak wszędzie było pusto. Ścian nie zdobiły wspaniałe obrazy, a jedyna pozostałością po niej był zapach perfum, unoszący się w powietrzu. Rozglądnął się po kolejnych pokojach, odczuwając coraz większą pustkę. Tajemnicza blondynka wyprowadził się, zostawiając za sobą poświatę tajemniczości. Zajrzał do pokoju, w którym dzień wcześniej kochali się szaleńczo na łóżku. Zastanawiał się czy to w ogóle zdarzyło się naprawdę. Bo przecież jej nie było… Niczego nie było. Przemożna pustka, która wciągała go coraz bardziej w swoje ramiona. Może to był tylko sen? Nie raz zdarzało mu się zasypiać w pracy, jednak.. to wydawało się takie realne. Jej dotyk, smak, kruchość… Czyżby zwariował? Już nigdy jej nie zobaczył…
s: Czytanie nie obowiązkowe.. Ocena jak najbardziej ;) komentarze [6]
Tytuł:Liście opadają... Miłosć? Data:piątek, 19 października 2007 Godzina:22:19:49 Komentarzy:8
Uwielbiała jesień. Każdy spadający liść sprawiał jej przyjemność. Widziała w tym jakiś początek i koniec i to ją najbardziej fascynowało w tym wszystkim. Zrobiła ostatnie zdjęcie uśmiechając się do siebie. Podniosła się z ławki, zebrała swoje rzeczy i ruszyła do wyjścia z parku, poprawiając wełniany szalik. Nie patrzyła gdzie idzie, nie przejmowała się tym, bo liczyła się chwila jaką teraz żyła. Ta jedyna myśl, jaka przebiegała przez jej mózg była myśl o jutrzejszym konkursie fotograficznym, w jakim miała zamiar wziąć udział. Widziała już siebie, odbierającą pierwszą nagrodę. Nagle poczuła, że w coś uderzyła i wylądowała na tyłku, wypuszczając z rąk teczkę ze zdjęciami. Żeby tego nie było mało, zdjęcia jakie znajdowały się w środku wyfrunęły z niej jak uwolnione gołębie i powpadały do okolicznych kałuż. Przeklęła siarczyście, odpychając od siebie czyjeś ręce. Prawdopodobnie były to dłonie sprawcy. Spojrzała na nie… Kątem oka rzecz jasna. Były delikatne, męskie… artystyczne. Spodobały jej się od razu, ale wolała nie pokazywać tego po sobie. Rzuciła się do pobliskich zdjęć, rozpoczynając łowienie ich z kałuż.
- Przepraszam.. –odezwał się po chwili chłopak, kucając obok niej i pomagając w polowaniu, na uciekające i przemoczone zdjęcia.
- Patrz jak łazisz! –mruknęła zarzucając do tyłu rude włosy i przyglądając mu się ukradkiem. Starała się nie wzdychać głęboko, bo chłopak które kucał obok niej był naprawdę przystojny. Gdyby nie była taka wściekła, to pewnie uśmiechnęła by się zalotnie i zrobiła mu parę zdjęć, lub poprosiła by go żeby zapolował dla niej.
- Mogę ci się jakoś odwdzięczyć? –zapytał uśmiechając się do niej przepraszająco. – Kolacja? Spacer? Podwieźć cię do domu? –pytał przyglądając się jej uważnie.
- Nie. Chociaż… Obecnie potrzebuję nowych zdjęć.. –mruknęła wyraźnie marszcząc brwi.
- Zrobię wszystko… -powiedział po chwili.
- Wszystko? –zapytała uśmiechając się pod nosem. Godzinę później spacerowali po parku, pozując do zdjęć i uśmiechając się wesoło. Ogrzali się w knajpce. Powiedziała mu o sobie wszystko, a on co jakiś czas przez przypadek ocierał się o nią, wywołując na jej ciebie dreszcze. Powodował rumieniec i sprawiał że uśmiechała się bez przerwy, co jakiś czas zagryzając wargę. Zrobiło się ciemno, a oni wreszcie zauważyli że znajdują się w tym samym wszechświecie co inni.
- Muszę już iść.. –powiedziała cicho.
- Podwiozę cię.. –zaoferował się szybko, płacąc rachunek.
- Mieszkam za rogiem. –zaśmiała się, mrugając do niego. Uśmiechnął się i wtedy właśnie zrobiła mu ostatnie zdjęcie.
- Dziękuje – powiedziała, poprawiając szalik, kiedy stali już przed kawiarnią. Wiatr ponownie dał o sobie znać.
- To ja dziękuje.. – zaśmiał się wesoło. –Poznałem najpiękniejszą i najzdolniejszą dziewczynę.. –zbliżył się do niej, zdejmując liście z jej włosów. Pochylił się nad nią i pocałował ją delikatnie.
- Spotkam cię jeszcze? –zapytała, kiedy oderwał się od niej.
- Tak. Na pewno. –zapewnił, wkładając jej serwetkę do kieszeni płaszcza. Wycofał się i odszedł. Odwrócił się ostatni raz by spojrzeć na nią. Wydawała mu się idealna.
- Jak masz na imię? –krzyknął przypominając sobie, że o czymś zapomniał.
- Meadow… -odkrzyknęła uśmiechając się szerzej. Nagle zobaczyła zbliżający się w jego kierunku samochód. Nie zdążyła zareagować, gdy z ogromną prędkością uderzył w niego. Krzyknęła bezgłośnie, widząc jak naokoło bezwładnego ciała zbierają się ludzi. Powstrzymywała łzy, kiedy ktoś stwierdził że zakrwawiony chłopak, bezwładnie spoczywający na ciepłym asfalcie, nie żyje. Nie czekała na przyjazd karetki, ani policji. Wróciła do domu, by nigdy nie dowiedzieć się jak miał na imię. Wspomnienie o nim chciała zachować tylko dla siebie… Kilka lat później wciąż trzymała jego zdjęcie w swoim portfolio, wspominając ostatnie chwile jego życia. Jesień przestała być jej ulubioną porą roku, a życie stało się ulotne, jak spadające liście…
S: Moja pierwsza jednoczęściówka. Jak napisałam Monice że nie umiem pisać ( bo nie umiem) To kazała mi jebnąć się w łeb! Opo pisane z Justy
Tytuł:Takie tam gadanie o niczym. Data:czwartek, 18 października 2007 Godzina:17:02:15 Komentarzy:0
Zastanawiam się czasem co bym zrobiła kiedy by wszystko mi się udawało. Byłabym nudną pracoholiczką, która nie musi dążyć do celu, bo już wszystkie cele osiągnęła. Obecnie na polskim mam wprowadzenie do Literatury współczesnej. Zabawne to całe gadanie o mentalności tłumy i łamaniu praw jednostki. To tak jakby ktoś kazał mi być taką jak te wszystkie pseudo mhoczne małolaty, które są zbyt tępe żeby samodzielnie myśleć. Ja nie jestem ani mroczna ani, broń Boże jakieś emo. Jestem sobą. Ubieram się w to co mi się podoba i zachowuje się tak jak mi się to podoba. Przejmuje zachowania i wzorce innych tylko wtedy kiedy coś mi się naprawdę cholernie podoba. Co najgorsze, lub najlepsze we mnie, to to że potrafię zaskakiwać ludzi mówiąc to co mam na myśli w danej chwili. Nazwijcie to jak chcecie: szczerość, złośliwość, idiotyzm, porywczość...
W swoim życiu kocham kilka rzeczy. Np to że zaczęłam pisać opowiadania, że poznałam ludzi z fmmb z polish crew, do których mam straszną słabość i nawet w tej sekundzie tracę całą kasę którą miałam uchowaną na komórce, żeby zapodać Justy kilka nowych pomysłów do opa. Ciesze sie że czasem zrobię jakiś ciekawy szablon. Jestem cholernie uszczęśliwiona, kiedy poznaje nowych ludzi i kiedy mogę gadać ze starymi znajomymi przez bite kilka godzin.
Nie mam w sobie tyle samozaparcia i inteligencji żeby śmiało podejść do matury. Jeszcze dużo rzeczy nie wiem, ale staram się jak mogę najlepiej. Zdarzają mi się lepsze i gorsze dni. Mam jedną banie jak na razie. Z polskiego, z odpowiedzi z młodej polski... Nie lubię tej epoki. W sumie to nie było żadnej epoki która by mi się podobało, ale to szczegół... Never mind!
Mam taki zdeka chory nawyk, że jak mi się nudzi to szlajam się po stronach z opowiadaniami i czytam co poniektóre notki... O zgrozo. Nie to że uważam się za nie wiadomo co, ale... HALO?! Czy wy umiecie czytać/ pisać? (Inna sprawa że ostatnio czytam blogi z tematyką TH, no ale trzeba wiedzieć z czym się walczy).
Jestem otwarta na wszystko... Ale bez przesady..
Oh.. dobra. W sumie napisałam to, bo coś przydałoby się napisać, a nie wiedziałam co, a to powyżej to zlepek myśli. Blah.
JUSTYNA WRACAJ! BŁAGAM! komentarze [0]
Tytuł:Zniknąć? O tak...poproszę! Data:środa, 26 września 2007 Godzina:20:15:51 Komentarzy:5
Jaki dzisiaj mamy dzień tygodnia? Środa... środa. Nie jest źle. Pół tygodnia za mną. Może nawet odetchnę głębiej. Jestem chora, zostaje w domu jutro, ale w piątek muszę już iść żeby zanieść moją deklarację maturalną. Sprawy mają się następująco: MATURA USTNA:
*J.Polski: TEMAT: Symbolika stroju. Omów temat analizując wybrane dzieła literackie i inne (np. malarskie, rzeźbiarskie, filmowe, teatralne)
*J. Angielski: poziom podstawowy.
MATURA PISEMNA:
*J.Polski: poziom rozszerzony
*J. Angielski: poziom rozszerzony.
*Geografia: poziom rozszerzony.
Tak. Nadaje się do czubków. Tak, prawdopodobnie nie zdam. A na studniówkę idę....ale sama... >.<
Tytuł:Fuck Fuck Fuck matura... Data:poniedziałek, 17 września 2007 Godzina:14:58:06 Komentarzy:8
Laptop grzeje mi nogi... Nie powiem że mam na sobie jeansy i szare grube rajtuzy.. Robin Hood normalnie ze mnie! Pięć razy się przebierałam więc stąd ten efekt. Matura...eh... W sumie się ciesze. ostatni rok szkoły, egzamin DOJRZAŁOŚCI, a potem wyjazd na studia... Ale na razie czeka mnie sporo pracy. Znalazłam chwilę oddechu żeby moc napisać tą notę. Zaraz idę na geografię, Dobrze przynajmniej że mam stosunkowo blisko, a nie muszę, (tak jak w gimie miałam z lekcjami matematyki) dojeżdżać na drugi koniec miasta. Wybrałam już mniej więcej temat na wewnętrzna maturę z polskiego. Do 25 muszę się dokładnie zdecydować, a to cholernie trudne. Mam 10 kartek z nudnymi tematami i za cholerę nie mogę wybrać tego jednego jedynego, która by podołał mojej wybujałem ambicji. Wszyscy mi wmawiali ze w klasie maturalnej są luzy... WOLNE ŻARTY! Nie dajcie się na to nabrać! klasa maturalna, to klasa w której nie liczy się tylko nauka. Nie ma wymówek typu "zapomniałem" czy "to było dawno" ...(w moim przypadku to była ta druga wymówka). Obowiązuje cały materiał, a nie tylko szczątkowe urywki, a nauczyciele wreszcie się budzą i pytają, robią kartkówki, zadają zadania domowe i każą myśleć ze zdwojoną mocą. A ty tylko siedzisz sobie spokojnie i modlisz się o to żeby zza sterty książek nie było widać chociażby czubka twojego nosa. Zaczynają ci doskwierać nerwice żołądkowe, urazy i siniaki, od potykania się i wpadania w słupy w zamyśleniu, oraz występują częste bóle głowy i zmęczenie, kiedy po nocach nie możesz spać, bo śni ci sie komisja egzaminacyjna widząca cię w samej bieliźnie... Jedyne pocieszenie to chwile kiedy wracam ze szkoły, czy idę i wracam z zajęć dodatkowych, lub wtedy kiedy widzę moja kochaną Justy na gg i możemy sobie popisać opa, czy poślinić się do zdjęć. Nie mogę niczego zaplanować, i nie mogę być niczego pewna...
Tytuł:Bo niestety tak... Data:wtorek, 28 sierpnia 2007 Godzina:18:02:02 Komentarzy:11
Niestety nie będzie noty. Wszystko zawalam. Nie mam siły pisać...przynajmniej tego opa. Pomysł był i jest, ale czasu i zdeka chęci brak. Musze zrobić trochę porządków tak więc zdecydowałam sie na usunięcie bloga shadii,i przeniesienie moich prywatnych przemyśleń tutaj. Bo...cholera mam ten jebany sentyment do tego bloga. Dzięki niemu poznałam anette, Mysze, Pati, Anushe, Monike, Alex i dziesiątki innych osób, które pomagały mi codziennie. Do tego byłam czytelnikiem tak wspaniałych opów jakie tworzyła sux, czy właśnie anette, Mysza i Anusha. Decyzja zapadła. Nie usunę anastory bo była pierwszym dumnym dziełem mojej chorej wyobraźni. Chwilowo nic tu sie nie pojawi, chyba że będę miała ochotę napisania jakiejś nowej noty, a jest to bardzo możliwe. Będę wpadać dużo rzadziej niż kiedyś, bo mam maturę w tym roku i chce naprawdę spróbować zacząć żyć na poważnie a nie zamknięta w kolejnych rozdziałach/ odcinkach opów, martwiąc się o to czy ktoś to skomentuje czy nie. Fakt wielokrotnie wmawiałam sobie, że przecież nikt nie musi tego komentować, bo ważna jest sztuka, ale mimo wszystko czekałam na każdy komentarz. KAŻDY był dla mnie ważny. Nie żegnam się do końca z pisaniem, bo z moją wspaniałą Justy wymyśliłyśmy kolejnego cholernie wciągającego fan-ficka. Mamy już 76 stron w wordzie pisanych 10-tką i jesteśmy cholernie dumne z naszego dzieła, które możecie przeczytać tu. Niestety zamykam też ten blog, w porozumieniu z Alą. Zabrakło już...tego czegoś. Blog z szablonami przekazałam Martynce i Monice, bo wierze że sobie z tym poradzą, a już tyle razem pracowałyśmy że szkoda było go całkiem usuwać.
W sumie to na razie tyle. Nie zapomnijcie o mnie... Będę tu wpadać i pisać co się u mnie działo. Cya ppl :*
Tytuł:#6 Data:poniedziałek, 13 sierpnia 2007 Godzina:17:46:05 Komentarzy:10
Na początku szukała odpowiednich słów aby go przeprosić. Z czasem jednak zaprzestała swoich starań, bo doszła do wniosku że to i tak niczego nie zmieni. Promile alkoholu powodowały przyjemne szumienie w uszach, a jej coraz odważniejsze posunięcia sprawiały, że zwróciła na siebie nie tylko uwagę Toma, ale także innych gości lokalu. Nie czuła wstydu, kiedy kładła rękę na udzie Erica, tak żeby on, kilka stolików dalej to widział.
Eric czuł się speszony, jednak doskonale odgrywał swoja rolę, uśmiechając się zalotnie do niej, i co jakiś czas obdarzając ją uroczym pocałunkiem.
-Nigdy nie spotkałem tak obłudnej kobiety...-szepnął jej do ucha, kiedy schylała się, aby podjeść mu z talerza.
-to jeszcze mało w życiu widziałeś... -syknęła, po czym wzięła do ust duży kawałek sałaty. Erik przyglądał jej sie przez chwilę, analizując każdy jej
najmniejszy ruch. W ogóle nie podchodził mu typ urody jaki posiadała Maia. Nie podobały mu się kobiety z czarnymi włosami, i o malinowych ustach. Jego narzeczona była jej zupełnym przeciwieństwem, i bardzo odpowiadało mu to że ta randka nie jest prawdziwa. Maia bardzo go zawstydzała swoją obojętnością wobec niego i tym jak bardzo chce przekonać swojego byłego, z powrotem do siebie. W gruncie rzeczy, powoli zaczynał rozumieć dlaczego została rzucona... Zwracała na siebie uwagę wszystkich,a le niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu. A do tego trudna w utrzymaniu... Po niecałej godzinie w najdroższej knajpie, ona zdążyła już opróżnić prawie cała butelkę najdroższego Bordeaux, jakie kiedykolwiek widział. Ona niesamowicie zbliżała go do narzeczonej, bo zaczynał coraz pewniej odczuwać, że wybrał idealnie. Miał ochotę się roześmiać, kiedy zobaczył jak 'obiekt' wraz ze swoją towarzyszką przesuwają sie do wyjścia, objęci tak ciasno, że silikon jaki miała ta kobieta, włożony w biust najnormalniej w świecie, wylewał sie górą sukienki. Cała sytuacja powoli wymykała się z delikatnych rączek Maii. Szczególnie kiedy cały lokal zwrócił uwagę, na dobrze obdarzona przez naturę (albo dobrze ulepszoną dzięki chirurgi plastyczną), a w około ich stolika słychać było szepty, o nowej narzeczonej milionera Toma Shaquelle'a.
-O mnie tak nie szeptali. -warknęła Maia wypijając kolejny kieliszek drogiego wina. Zdecydowanie postanowił to przemilczeć, mimo to zaśmiał się pod nosem z jej głupoty. Trochę go dziwiło to ze nie znajduje w tej, jakby nie było, pięknej kobiecie siedzącej przed nim, żadnych zalet!
-Jak to z wami było? -zdobył sie w końcu na pierwsze pytanie tego wieczoru. Mimo że tyle razy obiecywał sobie, ze to tylko praca...cóż. Zwali to na ludzką ciekawość. Wracali właśnie do jej domu. Uważnie przysłuchiwał się stukotowi jej obcasów i zastanawiał się jak ona może chodzić, po wypiciu takiej ilościalkoholu. Odmówiła wrócenia taksówka, bo stwierdziła ze trochę świeżego powietrza im nie zaszkodzi.
-jak co? -zapytała, odrywając się od myśli.
-No..jak sie poznaliście? -zapytał ponownie, wkładając ręce do kieszeni i spoglądając daleko przed siebie.
-ah..to.. -mruknęła, drapiąc sie po głowie. Zamyśliła się na chwile, a on mógł przysiąc że na jej twarz wstąpił lekki uśmiech. - w szkole -odpowiedziała krotko, kolejny raz go zaskakując.
-sądziłem że on jest multimilionerem... -wypalił bez zastanowienia. Zatrzymała się nagle spoglądając na niego zaskoczona. -przepr..
-nie zawsze nim był -przerwała mu. -a ja też nigdy nie narzekałam na brak pieniędzy .-dodała po chwili, wymijając go i kierując sie dalej w kierunku domu.
-A co było dalej? -zapytał ponownie, gdy udało mu się zrównać z nią krok. Cały czas była pogrążona w myślach.
-potem...chodziliśmy razem do podstawówki, liceum...i nawet na studiach byliśmy na jednym wydziale...- odpowiadała od niechcenia, jakby była znudzona tym temat i jakby to wszystko nie miało dla niej najmniejszego znaczenia. Mimo tego, widział w jej oczach małe iskierki, które rozświetlały jej twarz. Czyli tak naprawdę zależało jej na tym związku, albo...na tym co było kiedyś, ale zmieniło się przez pieniądze. Miliony zielonych banknotów, które wtargnęły pomiędzy nich. -...prawo -dodała niespodziewanie, kiedy zauważyła że zmarszczył brwi.
-nie sądziłem...znaczy nie wiedziałem ze skończyłas prawo. -powiedział otwarcie, spodziewając się że ona się zdenerwuje i wywali go z tej roboty za
bezczelność. Ona jednak zaśmiała się.
-tak...możesz mówić na mnie 'Legalna Brunetka'.. -mruknęła, wciąż sie uśmiechając.
-Ale teraz nie pracujesz...
-Nie. po skończeniu studiów, zdecydowaliśmy z Tomem, ze to nasz czas i że powinniśmy być razem. Załapałam prace w małej kancelarii. Nic specjalnego, ale dobrze płacili i przynajmniej miałam kontakt z tym co przez długie lata znałam jedynie z książek, lub krótkich praktyk. Tom wynajął nam mieszkanie i też znalazł prace. Szybko awansował i był niesamowicie szczęśliwy. Wtedy dostał spadek. Sądziłam ze zawsze będziemy dla siebie najważniejszy, ale on przestal się ze mną liczyć. kupił ogromne mieszkanie. Ja postanowiłam ze zostanę w swoim, bo nie chciałam być na jego utrzymaniu. Skończyło sie na tym, że wywalili mnie z pracy, a on mnie utrzymywał. Z każdym dniem życie z nim stawało sie coraz trudniejsze i...
-to dlaczego to robisz? -przerwał jej nagle.
-słucham? -zapytała zdezorientowana.
-Dlaczego chcesz go odzyskać skoro życie z nim było trudne. -powtórzył pytanie trochę zirytowany. Spodziewał sie innej historii, w której ten cały Tom, porzuca ją dla innej panienki, pomimo ich szczęśliwego związku.
-bo..-za jąkała się, czując że jej policzki różowieja. -bo...w sumie nie wiem czemu! -krzyknęła wyprowadzona z równowagi. - w sumie to nie twój interes! Dostajesz za to kasę...i...i nie powinieneś mnie o to pytać!
-fakt! Dostaje za to pieniądze, ale chce znać prawdziwy powód dla którego to...
-To nie twój interes! -przerwała mu. -Ja bym chciała wiedzieć czemu TY to robisz, skoro masz narzeczoną?! Czemu dajesz mi się całować i dotykać, jakbym była twoja, skoro kochasz kogoś, i jesteś gotowy spędzić z tą osobą cale życie! -uciekał wzrokiem, przed jej wyniosłym spojrzeniem, które wręcz wierciły nim dziury.
-Bo potrzebuje tych pieniędzy! na ślub...a potem na życie... -wykrzyknął, pewny siebie. -to tylko praca... -dodał spokojnie. Już wiedział czego w Mai nienawidził najbardziej. Spojrzenia, które posłała mu w tym momencie. Spojrzenia pełnego bólu i nienawiści. W pewnym momencie odwróciła się i ruszyła szybkim krokiem w dól ulicy, zostawiając go samego ze swoimi myślami. Wzdychając ciężko ruszył za nią, starając sie ponownie zrównać z nią krok. Nie odzywali sie, czując podświadomie że tak będzie dla nich najlepiej...i najbezpieczniej, bowiem oboje wiedzieli że działają sobie na nerwy. Maia potknęła się nagle, i tracąc równowagę, leciała na ziemie. Ku jej zdumieniu złapał ja.
-Dzięki.. -wymamrotała, roztrzęsionym głosem, poprawiając włosy.
-To nic...-stwierdził obojętnie, sięgając po papierosy do kieszeni marynarki.
-Naprawdę dziękuje. Gdyby nie ty to wydałabym pewnie miliony na operacje nosa... -zaśmiała sie nerwowo, patrząc jak zasłaniał rękoma ogień zapalniczki, by moc zapalić.
-już mówiłem to nic.
-Ale...
-To tylko praca. -uciął rozmowę, przechodząc na druga stronę ulicy.
-No tak! Ten drobny fakt mógł umknąć twojej uwadze! -wrzasnęła Maia wstając z miejsca. - NIE wierze w to, że się przyjaźnimy! -dodała kiwając z niedowierzaniem głową.
-No daj spokój! To przecież nie jest nic takiego!
-O tak! Zawsze marzyłam żeby zostać uwodzicielką zaręczonych facetów!
-Nie przesadzasz trochę? Nie masz go uwodzić, tylko udawać że z nim jesteś! -wytłumaczyła Stace, co na dłuższą chwile zastanowiło Maie.
-A czy to nie to samo? -krzyknęła znowu łapiąc za butelkę wody i wychodząc z kuchni. Usiadła na kanapie i włączyła telewizor, pokazując jak bardzo zła jest a cały świat. Stace przyglądała jej się przez dłuższą chwilę, po czym podeszła do niej i usiadła obok. Patrzyła jak jej towarzyszka z wściekłością przerzuca kanały.
-Chcesz go wkurzyć? -zapytała w końcu. Kiedy nie otrzymała odpowiedzi, wyrwała pilota z rąk Mai i spytała ponownie. -Chcesz go wkurzyć?
-Co za pytanie...jasne że chce. -mruknęła spoglądając gdzieś przed siebie. -Ale nie takim kosztem...
-Jakim znowu kosztem? Maia co ty pieprzysz? Jakim kosztem?
-Jeśli on zerwie zaręczyny bo jakimś przypadkowym, przypadkiem...poczuje coś...czego nie powinien...Ja się będę obwiniać do końca życia...
-Postaramy się zminimalizować przypadkowe przypadki...
Tak jak opowiedziała tak zrobiła. Pragnąc wyeliminować wszelakie przypadkowe przypadki, użyła wszelakich dostępnych środków. Zabierała Maie do wszelakich eleganckich sklepów w okolicy, wykorzystując platynowa kartę swojego ojca, powtarzając sobie że to na cele wyższe i że odpracuje w przyszłości. Nikt raczej nie wierzył w odpracowanie 10 tysięcy dolarów, jakie wydały jednego dnia. Wieczorem Maia miała spotkać się w restauracji z tym swoim przyszłym, udawanym facetem. Jednak nie miało być to spotkanie zapoznawcze, tylko od razu mieli przejść do pracy. Jego zadanie niewątpliwie można było nazwać pracą, ponieważ Stace obiecała mu sowitą zapłatę za jego 'usługi', a dzisiejszego wieczoru miał być początek ich wspólnego kłamstwa. Maia dopracowała swój uśmiech do perfekcji. Nie była pewna czy potrafi to zrobić. Jedyne co podnosiło ją na duchu to czarna satynowa sukienka, na delikatnych ramiączkach, przewiązaną w pasie purpurową wstążką, oraz również purpurowe buty na wysokim obcasie, doskonale pasujące do kreacji. Miała prawo do ekstrawagancji, i dobrze wiedziała że to właśnie najbardziej pomagało jej utrzymać sie w pionie i nie zemdleć z wrażenia i ze strachu jaki powoli ja opanowywał. Dzwonek do drzwi wyrwał ją z zamyslenia.
-Jestem Maia, miło cię poznać... -powtarzała cicho, starając sie nie wpadać w panikę. Pewnym krokiem podeszła do drzwi i otworzyła je. To co za nimi zobaczyła sprawiło, że ugięły się pod nią kolana. Najpiękniejszy bukiet z setki czerwonych róż, jaki kiedykolwiek widziała, zasłaniający jej widok na sprawce jej delikatnego uśmiechu.
-Hej...-mruknęła nie mogąc powstrzymać śmiechu.
-hmm..hej...gdzie mógłbym postawić kwiaty, bo są strasznie ciężkie.
-jasne...postaw...gdziekolwiek. -Kwiaty znalazły swoje miejsce na szklanym stoliku niedaleko drzwi. Lepszego miejsca nie mógł znaleźć. Kiedy odwrócił sie w jej kierunku, czuła jak ciarki przechodzą wzdłuż jej kręgosłupa. Był naprawdę przystojnym mężczyzną. Pierwsze skojarzenie jakie nasunęło jej się do głowy gdy na niego spojrzała to okładka jakiegoś kolorowego, które ostatnio namiętnie czytała, z nim w roli głównej. Uśmiechnęła się, zapominając się na chwile, w której całkowicie pochłonęła się swoim własnym rozważaniom. Nie zauważyła nawet wyciągniętej w jej kierunku reki.
-Maia? -usłyszała swoje imię, które wzywało ja wręcz do powrotu do świata żywych.
-oh...przepraszam. -mruknęła czerwieniąc się i podając mu swoją dłoń na powitanie. On również się uśmiechnął i zmienił ustawienie jej dłoni, tak jak to zwykli trzymać się zakochani idący na romantyczna kolacje.
Czuła się bardzo skrępowana, kiedy szli przez zatłoczone ulice. Uśmiechała się delikatnie, kiedy on próbował rozluźnić ją opowiadając kiepskie żarty. Zdawało jej się że to co teraz widzi jest niezwykłym snem. Nie czuła się za dobrze ze świadomością, iż trzyma ja za rękę inni mężczyzna niż Tom. I do tego mężczyzna, którego imienia....
-zaraz...jak ty w ogóle masz na imię? -zapytała nagle, wybudzając sie z kolejnego zamyślenia. Uśmiechał się, mimo że pytanie było dość krępujące i nieco dziwne, z jego punktu widzenia. Tym bardziej że przedstawił jej się chyba już pięć razy tego wieczoru, opowiadając przy okazji najdziwniejsze rodzinne opowieści. Widocznie nie słuchała nawet tego co mówił. Widocznie znowu zamyśliła się, tak jak wtedy z kwiatami...
-Erik...-odpowiedział po chwili, spoglądając na jej zdenerwowaną twarz. sam też niesamowicie się denerwował, jednak ćwiczył za młodu sztukę aktorska, występując z braćmi na ulicach.
-Erik.. -powtórzyła spokojnie. -ładnie. -dodała uśmiechając się radośnie.
-Dziękuje. -odpowiedział, znowu przenosząc wzrok z jej twarzy na jej niezwykle oczy. Niesamowicie intensywna zieleń, przyciągała jego wzrok. -to do jakiej restauracji mamy sie udać? -spytał, przerywając niezręczna cisze, jaka nastała pomiędzy nimi.
-Do Ocean's....
Nigdy nie sądziła, że po wypiciu kilku lampek wina będzie skłonna do pokazywania swoich wdzięków i flirtowania z Erikiem. Uśmiechała się kokieteryjnie, wiedząc że wszystko odbywa sie pod czujnym wzrokiem Toma. Dotykała opuszkami palców dłoni Erika...czuła się dość dziwnie, bo wciąż miała ochotę zamienić sie stolikami, zostawiając jej towarzysza na pastwę samego siebie, i udając się w ramiona Toma. Nie czuła wstydu, kiedy przysuwała krzesło coraz bliżej i kiedy w końcu jej usta dotknęły jego, łącząc się w namiętnym pocałunku... Nie czuła wstydu nawet wtedy kiedy widziała że on go czuje....
shadii: no i macie...Sorry że tak długo nic nie było, ale dopadły mnie kłopoty natury braku weny :) Powiedzcie szczerze co sądzicie...
I jak się szablon podoba?